esport

Kiedy po raz kolejny czytam w internecie notkę prasowa dotyczącą występu rodzimych e-sportowców w mediach tradycyjnych na myśl nasuwa mi się jedno pytanie. Ileż można chodzić po programach śniadaniowych aby w końcu ktoś uznał Cię za pełnoprawnego celebrytę? Lepiej byłoby zapytać jak długo jeszcze nasi progamerzy będą tłumaczyć się w telewizji czy prasie z tego kim w ogóle są i czym się zajmują.

Wśród polskich gwiazd i gwiazdeczek show-biznesu zauważyć można tendencję do wyolbrzymiania swojego statusu. Nie byłoby zbytnim przekoloryzowaniem stwierdzenie, że jedno pojawienie się na szklanym ekranie, w teleturnieju, talent show czy zagranie epizodu w serialu ósmej kategorii w opinii wyżej wspomnianych równa się już statusowi osoby publicznej. Stąd przedziwnie brzmiące sformułowania w biografiach typu „znany z udziału w milionerach” czy „popularność zdobył dzięki udziałowi w Szansie na Sukces”.

Nie byłoby w tym „wywyższaniu się” nic złego (a nawet jeśli to co nam do tego?) gdyby nie fakt, że nasi rodzimi e-sportowcy występów w mediach zaliczyli już więcej niż niejeden gwiazdor TV. Z tą różnicą, że pojawiając się dziesiąty raz na antenie TVP czy TVN wciąż z punktu widzenia redakcji bliżej im do teleexpresowej galerii ludzi pozytywnie zakręconych niż do poważnych rozmówców.

Może więc czas już dać sobie spokój z programami śniadaniowymi? Skoro pojawianie się w nich naszych profesjonalnych graczy nie daje im żadnej popularności ani nie buduje świadomości o sporcie elektronicznym wśród zwykłych ludzi to jaki cel ma to paradowanie przed kamerą? Tym bardziej, że nasi gracze na świecie plasują się w zdecydowanej czołówce rok rocznie zdobywając medale najważniejszych turniejów. Jeżdżąc poza granice naszego kraju na zawody promują Polskę w najdalszych zakątkach świata i chociażby z tego względu należy im się coś więcej niż 5 minut z łaski na wizji w czasie najmniejszej oglądalności.

Swojego czasu bardzo ciekawie na temat programów śniadaniowych wypowiedział się Robert M w wywiadzie dla cgm.pl nakręconym podczas gali VIVA Comet 2011. – Wolę na facebooku do swoich fanów napisać, że wp***dalam kotlety schabowe albo jem zupę pomidorową niż iść do programu śniadaniowego – powiedział Robert M. W tym samym wywiadzie narzekał na płytkość telewizji w ogóle, która może uczynić z człowieka osobę znaną z tego, że jest znaną. Muzyk zaś powinien być kojarzony ze swoja muzyką, a nie (kolejny cytat) „ z tańca na lodzie czy dupie”.

Podobnie więc zawodowy gracz dążyć musi do tego aby promować siebie przez grę, a chyba nie najlepszym sposobem na to są występy o 8.00 rano w TV.

Z drugiej strony jednak z każdego zaproszenia do tradycyjnych mediów trzeba korzystać. Daje to przecież świetny argument do przekonania sponsorów aby wykładali większe pieniądze na rozwój danej drużyny czy zawodnika. Żaden więc z profesjonalnych zespołów nie odważyłby się na bojkot telewizji czy radia. I dobrze! Być może kiedyś, w końcu kierowanie się metodą „bierzemy co dają i nie wybrzydzamy” przyniesie swoje efekty i rzeczywiście świadomość dotycząca osiągnięć Polaków na wirtualnych arenach wzrośnie.

Do tego czasu jednak Neo czy TaZ dalej będą musieli odpowiadać na standardowe pytania dotyczące ich „zwariowanego hobby”…


Nadesłane przez czytelnika.

Opublikowano w kategorii: Kultura

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *